Układać konia surowego może tylko jeździec doświadczony. Gdy koń ma 2,5 do 3 lat, należy zacząć przystosowywać go do przyszłych zadań. Można śmiało powiedzieć, że głowa jest tą częścią ciała, która rządzi resztą, a wędzidło tym instrumentem, które ma największy wpływ na zachowanie konia. Od wkładania wędzidła do jamy ustnej konia należy więc zacząć jego układanie. Jeszcze zanim zacznie się odpowiedni trening pod siodłem czy w zaprzęgu, zdarza się że trzeba źrebaka lub konia wyprowadzić ze stajni – np. by zaprezentować go kupcom czy komisji kwalifikującej i orzekającej o jego przydatności hodowlanej. Niełatwo jest przedstawić źrebaka jedno- czy dwurocznego na ogłowiu stajennym. Jest już bardzo silny. Lepiej i łatwiej jest posłużyć się w tym celu tręzlą.

Nakładanie tręzli. Żeby założyć tręzlę po raz pierwszy, należy najpierw ją wydłużyć, popuszczając spinkę na pasie potylicznym lub spinki na pasach policzkowych. To jest bardzo ważna czynność, ponieważ każdy koń bardziej niż wędzidła boi się dotykania i przesu­wania pasa potylicznego tręzli przez uszy do tyłu. To jest jego najczulszy punkt i jedno brutalne zachowanie się człowieka pamięta bardzo długo. Są konie, które latami wzbraniają się przed zakładaniem tręzli, uchylając głowę. Trzeba rzeczywiście anielskiej cierpliwości, żeby konia z tego urazu wyleczyć. Zaczynamy zatem od bardzo delikatnego włożenia koniowi wędzidła. W tym celu stajemy z lewej strony głowy konia. Obejmujemy prawą ręką jego głowę, od spodu trzymając tręzlę za pas potyliczny. Dwa palce lewej ręki – wskazujący i środkowy – wsuwamy z lewej strony między wargi konia, na wysokość brzegu bezzębnego i dotykamy palcami języka; koń sam otworzy pysk i wtedy wsuwamy mu wędzidło. Równocześnie podnosimy prawą ręką tręzlę na czoło do wysokości uszu i najdelikatniej jak możemy przesuwamy pas potyliczny przez uszy do tyłu. Nie należy się przy tym spieszyć.

Dopiero potem należy skrócić pasy policzkowe lub pas potyliczny, żeby wędzidło nie wypadło z pyska, i podpiąć bardzo luźno podgardle. Dobrze dopasowane wędzidło powinno tylko lekko dotykać kąta warg, powodując najwyżej jedną małą fałdkę. Natomiast podgardle powinno być na tyle luźne, aby między ganasze i podgardle można wsunąć dłoń postawioną pionowo. Dobrze jest do tych czynności poprosić pomoc­nika. Czynność zakładania tręzli należy powtarzać przez kilka dni, przy czym nie szczędzić koniowi karesów, pochwał i rekompensat w postaci smakołyków, tj. marchewka, jabłko, kostka cukru. Ta cierpliwość bardzo się opłaci w przyszłości.

Oprowadzanie na tręzli. Konia trzeba zacząć powoli oprowadzać na tręzli, trzymając wodze prawą ręką w odległości około 20 cm od pyska, wsuwając palec wskazujący prawej ręki między wodze, równo­cześnie ujmując końce wodzy tę samą dłonią. Nie należy konia straszyć, popędzać bacikiem lub krzyczeć, lecz ciągle uspokajać, głaszcząc. Koń musi nabrać zaufania i do człowieka, i do nowego środka przymusu, jakim jest niewątpliwie wędzidło.

Przedstawianie konia

Konia należy przedstawić w ten sposób, aby oglądający go z boku widzieli wszystkie cztery kończyny konia. Jeżeli oglądający stoi z lewej strony konia, trzeba konia tak ustawić, aby obie lewe nogi były w normalnej pozycji pionowej, natomiast prawe powinny być widoczne między lewymi, tzn. prawa przednia lekko cofnięta do tyłu w stosunku do lewej, a prawa tylna lekko wysunięta do przodu w stosunku do lewej.

W tym celu przedstawiający powinien ustawić się przed koniem w lekkim rozkroku i wziąwszy wodze w obie ręce, manipulować wędzidłem, cofając go pół kroku, lub pociągając do przodu, aż koń przyjmie żądaną postawę. Przedstawiający musi tak długo stać przed koniem, jak długo koń jest oglądany. Zainteresowani często chcą obejrzeć chody konia. Należy go do tego przyzwyczajać wcześniej, na początku, aby szedł prosto posuwistym stępem, a potem kłusem. Ta umiejętność jest bardzo ważna i ogromnie przydatna w dalszym układaniu konia. Podobnie jak do wędzidła, należy konia przyzwyczaić do munsztuka, którego użycie będzie nam potrzebne w pracy pieszej przy koniu.

Ogłowie munsztukowe zakłada się tak samo jak wędzidłowe, z tym że bardzo dokładnie należy dopasować jego długość. Ścięgierz mun­sztuka musi leżeć na bezzębnych krawędziach szczęki dolnej na szerokość jednego palca nad kłami u ogiera lub wałacha a przed zębami przedtrzonowymi (trzonowymi). U klaczy na szerokość 2 palców ponad okrajkami. Wędzidło, które jest w zasadzie cieńsze niż normal­ne, powinno być w stosunku do ścięgierza munsztuka zawieszone nieco wyżej. Zakłada się je tak, jak się zakłada wędzidło samodzielne (tręzli), aby mogło działać na kąty warg. Aby oprowadzać konia, należy wodze munsztukowe przerzucić przez szyję i skrócić je za pomocą skórzanej suwki umieszczonej na końcu wodzy, ująć prawą ręką wodze wędzidłowe, podobnie jak przy samej tręzli, i konia oprowa­dzać. Do kompletu munsztuka należy jeszcze łańcuszek dopinany do haczyków umieszczonych przy górnych kółkach czanek, jego jednak nie należy na razie zapinać.

Gdy koń nauczy się już swobodnie chodzić w ręku, zaczynamy z nim prawdziwą pracę przygotowawczą. Dobrze jest to robić w krytej ujeżdżalni, ale jeśli nie dysponujemy takową ani nie mamy do niej dojścia, może się to odbywać na otwartej przestrzeni, chociaż w terenie odkrytym dużo rzeczy rozprasza uwagę konia. Ubieramy konia w munsztuk bez łańcuszka, stajemy po jego lewej stronie na wysokości łopatki, ujmujemy prawą ręką wodze munsztukowe około 10 cm od podbródka, lewą ręką ujmujemy wodze wędzidłowe i przeciągamy je pod pyskiem konia do przodu, biorąc równocześnie w lewą rękę długi bacik treningowy zwrócony do tyłu. Pobudzając lekko konia bacikiem do ruchu w przód i pociągając go do przodu wodzami wędzidłowymi, hamujemy go równocześnie leciutko do tyłu wodzami munsztukowy-mi. Na początku pójdzie to dość opornie, ale po 20 minutach koń zaczyna rozumieć czego od niego żądamy. Chodzi mianowicie o to, aby powoli łamać konia w potylicy i aby ustawiał głowę bardziej pionowo, z tym, że należy wytrwale zmuszać go do tego, aby szedł żwawo do przodu. Dwadzieścia minut takiego ćwiczenia na dzień zupełnie wystarczy. Po tygodniu zauważymy tendencję do innego ustawiania głowy. To ćwiczenie należy wykonywać co najmniej 2 tygo­dnie, a i potem, kiedy będziemy mieli przerwy w lonżowaniu, należy często do tego wracać. To zginanie głowy w potylicy jest podstawą całej konnej jazdy. To pozycja, która pozwala konia ustawić na wodzy, osiągnąć najlepszy impuls do przodu, przy której koń lekko nosi i nigdy nie ciągnie. Jeżeli go do tego nie przyzwyczaimy od początku, przyjdzie nam go potem łamać siłą, przy czym wymuszone siłą spuszczanie głowy dokonuje się na wysokości czwartego i piątego kręgu szyjnego i usztywnia cały kręgosłup konia.

Lonżowanie konia

Jeżeli już osiągniemy choć mały postęp w naszym wstępnym ćwiczeniu, należy przejść do lonżowania konia. Celem lonżowania jest zarówno wyrobienie koniowi wydatnych ruchów w trzech chodach, jak i rozprężenie go. Lonżowanie oznacza poruszanie się konia na lince po wyznaczonym kręgu. Do tego potrzebne jest odpowiednie miejsce, czyli krąg ziemi o średnicy 22 metrów dla dużych koni i 12 metrów dla małych. Lonża, czyli linka, powinna być około l metra dłuższa niż promień okręgu. Do lonżowania jest też potrzebny odpowiedni sprzęt, jak ogłowie zwykłe lub kawecan, popręg, wypinacze, lonża i bat o biczysku długim 3-4 metry i dwu-, trzymetrowym biczu. Kawecan to specjalna uzda do lonżowania – ciężka, masywna, z metalowymi okuciami, zaopatrzona w kółka z przodu na nachrapniku, do który cli przypina się lonżę. Ma tę ujemną stronę, że z powodu jego solidności i wagi trudno jest go dokładnie dopasować, a niedopasowanie często powoduje obtarcia u młodych koni. Lepiej zatem używać zwykłej uzdy – tręzli. W tym przypadku lonżę dopina się nie do kółka wędzidłowego, a do podbródka. Jeżeli ktoś nie posiada odpowiedniego popręgu z kółkami do przypinania wypinaczy, może posłużyć się w tym celu pasem przezkonnym z uprzęży. Wypinacze to dwa paski o długości około 1,20 metra, przypinane do kółek wędzidłowych i biegnące do popręgu z jednej i drugiej strony szyi. Ich zakończenie bywa różne, albo na haczyki lub zapinane na spinki. Nie wolno absolutnie lonżować konia w kłusie i galopie bez wypinaczy. Na początku przyuczania konia do lonżowania nie należy zbyt mocno napinać wypinaczy, powinny mieć duży luz, dopiero jak koń przyjmie wędzidło, można regulować ich długość. Wypinacz wewnętrzny powinien być o dwa palce krótszy niż zewnętrzny i przy zmianie kierunku należy go zawsze przepinać. Na początku dobrze mieć pomocnika, który stojąc po zewnętrznej stronie koła, na komendą wprowadza konia w ruch stępem. W środku koła stoi lonżujący, trzyma lonżę w lewej ręce, a bat w prawej. Bat musi być trzymany na wysokości ogona konia, aby koń miał wrażenie, że jest zamknięty między lonżą a batem. Jeżeli koń boi się bata, należy trzymać go za plecami. Zaczyna się od stępa, dopiero w miarę jak koń zaczyna chodzić spokojnym, regularnym i posuwistym krokiem w stę­pie, należy przejść do kłusa i do galopu. Pierwsze lekcje nie powinny trwać dłużej niż 5 minut. Codziennie wydłuża się pracę konia o 2 mi­nuty, przeprowadzając lonżowanie 5-6 razy w tygodniu. Jeśli zauwa­żymy pierwsze oznaki zmęczenia i wystąpienie pierwszych potów, należy natychmiast lonżowanie przerwać. Podczas lonżowania należy konia często zatrzymywać, iść do niego na koło, poklepać go i ofiarować mu za dobrą pracę jakiś smakołyk – marchewkę lub kostkę cukru. W końcu koń się nauczy i po zatrzymaniu sam idzie do środka po nagrodę. Należy też piklować, by lonżujący nie stał w miejscu lecz zataczał stopami małe kółko, po którym posuwa się prostopadle do konia. Należy konia lonżować po kole, i w lewo i w prawo. Każdy koń jest z jednej strony sztywniejszy, lonżowanie pozwala tę stronę zmiękczyć. Tę większą sztywność jednostronną tłumaczy się tym, że podczas życia płodowego źrebię jest tak ułożone, że głowę i szyję trzyma blisko jednego boku swojej klatki piersiowej. Po urodzeniu wprawdzie nie widać żadnych anomalii, ale jakieś zmiany układu kostno-mięśnowego, choć nieznaczne, na pewno istnieją. Jeżdżąc takie korne, wy­czuwamy ich nieznaczną oporność do zagalopowania na tę sztywnejszą stronę. W galopie czasem samorzutnie zmieniają nogę na łatwiejszą dla nich stronę.

Konie idące zbyt energicznie do przodu należy uspokajać głosem, natomiast ociągające się pobudzać batem, lekko dotykając ich zadów. Jeżeli koń zacieśnia koło, należy konia trzymać na wysokości jego łopatki. Jeżeli lonżujący chce zmniejszyć koło obiegu konia, należy przyciągać lonżę; jeżeli chce zwiększyć obwód, należy wykonywać lonżą krótkie powtarzające się uderzenia pionowe. Jeżeli koń zaczyna cwałować lub robi skoki w bok, należy go uspokajać i zmienić rękę, a tym samym kierunek ruchu. Celem lonżowania jest wyrobienie koniowi chodów spokojnych, regularnych i naprzemiennych, poprzez przyspieszanie jego biegu, zwalnianie lub zatrzymywanie, mając lonżę zawsze lekko z wyczuciem napiętą, podobnie jak później – już pod siodłem będą napięte wodze.

Normalne ustawienie lonżującego na małym kole, po którym chodzi przypada na wysokość głowy konia. Dla zwiększenia tempa pozostaje on w tyle na swoim małym kole, na wysokości od partii żeber do zadu konia (H2). Dla zwolnienia tempa ruchu konia lonżujący idzie po łuku swego kółka od 0,5 do całej długości konia przed nim (H3). Aby zatrzymać konia lonżujący wychodzi ze swego kółka, razem z komendą „stój” o dwa kroki na zewnątrz.

Po 3 lub 4 tygodniach lonżowania na kole po raz pierwszy układa się koziołki. Do przechodzenia przez koziołki koń musi mieć zupełnie swobodną szyję i głowę, trzeba mu więc odpiąć wypinacze. Koziołki można zrobić samemu. Po drągów o długości 2,5 metra przybija się od spodu, na obu końcach drąga klocki o wysokości 15 cm, tak, aby górne powierzchnie drągów znajdowały się 20 cm nad ziemią. Celem pracy na drążkach jest stopniowe wydłużanie kroków konia. Z początku kładzie się jeden koziołek w poprzek koła, lonżujący przechodzi przez niego razem z koniem wielokrotnie w obie strony, a potem koń idący na lonży powinien go sam przejść w stępie. Gdy to się uda, następuje to samo w kłusie i galopie. Kiedy już koń zacznie przechodzić pewnie przez jeden koziołek, stawia mu się drugi, po tygodniu trzeci i wreście czwarty. Odstęp między drążkami robi się różny, w zależności od chodów konia i długości jego kroków. Ku środkowi koła powinien s i i; zmniejszać. W zależności od wzrostu konia odstępy te wynoszą: dl.i małych koni w stępie: strona zewnętrzna 70-85 cm, wewnętrzna 40 f>() cm; w kłusie: strona zewnętrzna 90-110 cm, wewnętrzna 60-80 cm, w galopie: strona zewnętrzna (maksimum) 320 cm wewnętrzna około 200 cm. Strona wewnętrzna jest węższa od zewnętrznej, ponieważ koń może sobie wybrać szerokość dla niego najodpowiedniejszą. Gdy koń zrobi pewne postępy, koziołki ustawia się równolegle względem siebie, co ułatwia kontrolę wydłużania wykroku konia. Od 8 tygodnia lonżuje się konia tylko 2-4 razy tygodniowo, nie dłużej niż 40 minut i równo­cześnie dodaje mu się do paszy po kilogramie owsa dziennie, dla wzmocnienia sił, ponieważ praca na koziołkach jest bardzo wyczer­pująca. Po trzech miesiącach takich ćwiczeń koń powinien chętnie i pilnie reagować na polecenia, wykazywać zaufanie do nauczyciela, nie powinien się bać swego otoczenia, poruszać się miarowo i być zupełnie rozluźniony. Gdy wystąpi choć jeden objaw przeciwny, znaczy to, że lonżujący popełnił jakiś błąd.